niedziela, 27 lipca 2014

Niewiele do szczęścia potrzeba: trochę piasku, morza, nieba...
~Jan Izydor Sztaudynger

Czeeeeść! Właśnie wróciłam z Sopotu. I muszę Wam powiedzieć, że było świetnie! Gorący piasek, ciepła woda (i brudna. ale to pomińmy.) i świetna pogoda. (No, może oprócz wczorajszego dnia, ale to też pomińmy.) Dodajmy do tego szczyptę świetnej zabawy i wychodzą nam wspaniale spędzone pięć dni nad morzem. Mam masę zdjęć z wyjazdu, jednak teraz czekają na dysku mojego komputera na dokładną selekcję. Dlatego też będę dodawać je stopniowo. I coś czuję, że po takiej dawce nadmorskich widoków nie będziecie mogli spojrzeć na morze przez kilka miesięcy. Ale spokojnie - do następnych wakacji wszystko się unormuje. :D Dziś natomiast dodam zdjęcia robione moim super ajfonem marki LG, model L7. Ogólnie to nie polecam, zacina się i w zasadzie jest beznadziejny. Jak tylko będę miała okazję, to go wymienię. Ale to może jeszcze nie teraz, bo zamówiłam sobie do niego zbyt ładną obudowę, żeby teraz kupować nowego ajfona, hihi. Ale nie o tym.
A moje spostrzeżenia dotyczące Sopotu/Trójmiasta/morza pięknego naszego zwanego Bałtyk?
1. TAM JEST PIĘKNIE ♥ Tylko byłoby jeszcze piękniej, gdyby wokół nie było tyle glonów. Nawet na plaży. Trzeba było się naprawdę nachodzić, żeby znaleźć miejsce, gdzie po zanurzeniu nóg nie są one zielone.
2. 7,50 zł za wejście na molo??? o.O No ej, trochę się cenicie... Trochę za mocno nawet.
3. Wschody słońca są piękniejsze niż zachody, polecam. ♥
4. Od teraz będę jadła tylko roladki ze szpinakiem i serem feta w środku. Niebo w gębie, serio! (A jeśli mówię, że niebo w gębie, to serio musi to być niebo w gębie - jestem bardzo wybredna, believe me.)
5. Lilia jest super, polecam spotkania z nią! ♥ SAME 
6. Albo się starzeję, albo stare miasto w Trójmieście ma swój wyjątkowe i mnie zachwyciło. Kiedy byłam dzieckiem, nudziło mnie takie dreptanie po uliczkach, a teraz te spacery strasznie mi się podobały. I ten niesamowity klimat wieczorem, tyle młodych ludzi, w ogóle tyle ludzi... Super!
7. Kiedy idziecie na plażę, pamiętajcie o wysmarowaniu się olejkiem. Ja niestety się nie opaliłam za bardzo, za to mój brat wygląda jak buraczek, a przynajmniej jego plecy. I w dodatku nieźle go to piecze. Zatem pamiętajcie, srsly. A ja natomiast... Cóż, chyba kupię samoopalacz i się wysmaruję. Niech ludzie myślą, że się opaliłam. .... Nie no, dobra, nie kupię - nie mam już kasy. XD
8. Czy bramki na autostradach są zgodne z konstytucją, jeśli widnieje w niej zapis, że drogi są publiczne i bezpłatne? (przemyślenia z drogi powrotnej)
9. Ta notka powstaje spontanicznie. Jest niepoukładana, całkowicie yolo i bez żadnego pomysłu. Jestem śpiąca i mega wykończona podróżą, ale szczęśliwa. Swoim szczęściem musiałam się z Wami podzielić, więc na składnię i treść mniej dziś patrzcie i mi wybaczcie. Kolejna będzie miała już więcej ładu i składu! ♥
10. CHCĘ JESZCZE RAZ.

P.S. Fajne te serduszka, nie? ♥




 

 ♥ ♥ ♥

i kilka selfie ;)
 

 ♥ ♥





poniedziałek, 21 lipca 2014

Szczerze? Te wakacje miały być takie super, a jak na razie są do kitu. Większość czasu spędzam w domu przed kompem, a wszyscy znajomi jakoś się ulotnili. Co więcej, zawodzić zaczynają ci, po których nigdy bym się nie spodziewała, że zawiodą. Czas sobie mija, a z najdłuższych wakacji życia powoli zaczyna robić się niekończąca się nuda. Chyba wsiądę w pociąg i sama gdzieś wyjadę. Na ślepo, a co. Może jakaś Praga? Albo Berlin? Nigdy nie byłam za granicą. Fajnie byłoby w końcu coś zwiedzić, bo i życie ucieka. Moje wieczorne przemyślenia nie są zbyt optymistyczne.
Ale nadzieja umiera ostatnia, więc mam nadzieję, że chociaż nad morzem będzie świetnie. Wyjeżdżam już w środę, a wracam w niedzielę. Co prawda z rodzicami i bratem, ale i tak mam nadzieję, że będzie super. Poza tym w końcu poznam tam kolejną osobę z BKWA - Lilię. Nie mogę się już doczekać. :) A jutrzejszy dzień w zasadzie też zapowiada się nie tak najgorzej - widzę się ze swoją starą koleżanką. Może więc te zapiski powyżej to tylko chwilowy kryzys, taka chwila stagnacji w sferze towarzyskiej i obniżenia poziomu endorfin w organizmie...? Oj, mam nadzieję.
A na dziś przygotowałam kwiaty. Duuużo kwiatów. W zasadzie efekty pracy nie do końca mnie zadowalają. No dobra, w ogóle. Jednak za chwilę muszę zacząć się pakować, więc nie mam już czasu przerabiać ich po raz kolejny. Wybaczycie mi to małe faux pas?


 
 



czwartek, 17 lipca 2014

W Polsce baseball jest mało popularnym sportem, w zasadzie większość ludzi nawet nie wie, jak wygląda mecz baseballa. A szkoda, bo jest on naprawdę piękny. Moje miasto - mimo że małe - ma najlepsze boiska do baseballu w Europie. Dlatego co roku odbywają się tu turnieje Małej Ligi, gdzie zjeżdża się niemal cała Europa i często też kawałek Afryki. Dwa lata temu byłam tłumaczem drużyny Włochów, a rok temu Serbów. I to wtedy właśnie zrodziło się moje zamiłowanie do tego sportu. Być może wzięło się to z tego, że polubiłam samych graczy - nie wiem. W każdym razie uważam, że ten sport jest piękny. I wcale nie taki prosty, jakby się to wydawało. Czym musi cechować się idealny gracz? Przede wszystkim bystrością i szybką reakcją. Często nawet nie zauważam, że jakiś gracz zajął kolejną bazę - wszyscy skupili się na innym zawodniku, a on po prostu wykorzystał okazję. Ponadto musi szybko biegać, celnie rzucać i dobrze łapać. Wypadałoby też, żeby był silny i wyrzucał home runy (piłki poza boisko) przy każdej możliwej okazji. Ale niestety, home runy nie zdarzają się często. Jednak jeśli już są, połowa widowni wyje z zachwytu, a druga połowa z rozpaczy. Ale jak to w sporcie - tylko jeden może wygrać. (Remisy w baseballu zdarzają się chyba wyjątkowo rzadko, naprawdę, jeszcze nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji na żywo.) I idealnie byłoby jeszcze, żeby drużyna miała dużo szczęścia. No bo nie oszukujmy się, ale w baseballu dużo jednak od tego zależy. Jeden home run to szansa na zdobycie 4 punktów, a to bardzo dużo. Ile to razy jedna drużyna prowadziła przez cały mecz, by w ostatniej zmianie przeciwnik pozbawił ją zwycięstwa... Tego akurat byłam świadkiem bardzo często. (Nawet dziś.) Ale dzięki temu baseball jest jeszcze ciekawszy. Nie możesz być pewien wygranej, dopóki mecz się nie skończy. Prawie jak w życiu.
A dziś? A dziś był mecz Serbii z Polską. Serbia wygrała 8:2. Była to ich pierwsza wygrana na takim dużym turnieju, a są tutaj już trzeci raz. Nie wiecie nawet, jak bardzo byłam szczęśliwa. I jak oni uwierzyli w siebie. Podczas krótkiego treningu przed 6. zmianą nawet tańczyli na boisku. To niesamowite, jak te kilka minut i kilka punktów może dać taką wiarę w siebie. Baseball jest piękny.
A co z tymi moimi dziećmi z tytułu? Moje dzieci na pewno będą w to grać, mówię Wam. Bo czuję, że im się spodoba. Oni się wyżyją, a ja sobie pooglądam to, co lubię. Łączę przyjemne z pożytecznym, cwana ja. (I na Małą Ligę też będą chodzić, niech uczą się języków.)
Dzisiejsze zdjęcia pochodzą sprzed roku oraz sprzed dwóch lat i pokazują moich Serbów (białe stroje) oraz kilku Włochów (niebiesko-białe stroje). Nie są za dobre (szczególnie te z Włochami, ale gdzieś zapodziałam płytkę z oryginałami i dysponuję tylko takimi kopiami; poza tym boiska są odgrodzone siatką i kiepsko to wygląda na zdjęciach), jednak chciałam Wam przez nie choć trochę przybliżyć tę grę. A tak poza tym: prawda, że ich stroje są cudowne? :3

EDIT: Tutaj macie ciekawie opisane zasady gry. Ja spróbuję to wyjaśnić, ale obawiam się, że będzie to trochę zawiłe :P Jednak wszystko opiera się na zdobywaniu baz (kiedy zawodnik z drużyny A wybija piłkę, biegnie szybko do pierwszej bazy, potem zdobywa 2 i 3, aż w końcu dobiega do home base i zdobywa punkt - oczywiście, jeśli mu się uda dobiec, ponieważ może zostać wyoutowany przez przeciwnika z drużyny B poprzez dotknięcie z piłką w ręku, bycie pierwszym na bazie lub złapanie wybitej piłki z powietrza). Cały mecz trwa 6-8 zmian, z czego jedna zmiana składa się w zasadzie z dwóch części: na początku drużyna A jest na ataku i może zdobywać punkty (czyli stoi na pałce i zdobywa bazy), a drużyna B jest na obronie (czyli narzuca piłki i je łapie oraz outuje przeciwników). W drugiej części zmiany jest odwrotnie. Strike to błąd pałkarza (3 strike'i = out zawodnika), ball to błąd miotacza (4 balle = darmowa baza). 3 outy = koniec tej części zmiany, drużyna B przechodzi do ataku lub po prostu nadchodzi kolejna zmiana. A home run to wyrzucenie piłki poza boisko, wtedy wszyscy zawodnicy, którzy stoją na jakiejś bazie, przebiegają przez wszystkie bazy i zdobywają punkt - czyli można zdobyć max. 4 punkty. (No i respekt w oczach przeciwnika i widowni, oczywiście.) Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłam Wam te zasady i przepraszam, że dopiero teraz. Odsyłam też do tej strony wyżej, tam macie wszystko dokładniej opisane. :)


 




fotograf: ja