poniedziałek, 8 lipca 2013

[58]

Podobno, kiedy o czymś intensywnie myślimy, wysyłamy w kosmos jakieś dziwne fale, które sprawiają, że nasze myśli mogą stać się prawdą... Cóż, to chyba nie działa.
Za to czas odkrywa całą prawdę. Nie cacka się z nikim, tylko kładzie karty na stół takie, jakie są. Zatem jeśli nie jesteś pewien/pewna jakiejś decyzji - wystarczy poczekać. Wyjaśnienie przyjdzie samo. A słowom nie warto wierzyć. Za często rzucamy je na wiatr, za mocno się do nich przywiązujemy. A rozczarowanie czeka tuż za rogiem...
Ha, jestem zła. W sumie to nie życzę mu szczęścia. Niech ma jakiegoś pecha do tego pięknego imienia na literkę K. Przeskakując z kwiatka na kwiatek, można się potknąć.
Nie no, dobra. W dupie to mam. Niech się dzieje, co się chce, to już nie mój interes. Ale muszę w końcu przestać oczekiwać niemożliwego, bo to źle się kończy. W środę też wykażę się stoicyzmem. A może nawet pesymizmem? I po środzie też. Pesymizm rules!
Popijając sobie zimną Pepsi stwierdzam, że życie jest ciężkie i jakoś dawno mnie tu nie było. Nie chce mi się wchodzić w ogóle na kompa, kiedy za oknem tak piękna pogoda. Przeżywam teraz okres pt. "nicmisięniechce". Najchętniej leżałabym tylko na dworze, popijając zimną lemoniadę. Z lodem i parasolkami. Pod parasolem, na leżaku... Fail, wtedy bym już nie leżała. To siedziała, nieważne. I z dobrą książką. Właśnie, muszę w końcu skończyć "Dary Anioła".
Rafał oddał dzisiaj papiery do LO. Kurczę, czuję, że robi źle. Boję się o niego, i to chyba jeszcze bardziej niż o siebie i swoją przyszłość. Mam wrażenie, że muszę o niego dbać i opiekować się nim. A teraz to ważny krok w jego życiu. Chyba jednak nie wszystko jest mi obojętne... Rany, to... to... to uczucia?! :O
To zdjęcie na dole wręcz woła o pomstę do nieba. Lepiej mi chyba wychodzi leżenie. Swoją drogą, nie wiem, czy nie zawiesić bloga. Czy to ma sens w ogóle...





Photographer: me





poniedziałek, 24 czerwca 2013

[57]

Nieoficjalnie rozpoczęłam już wakacje, ale pozwólcie, że jeszcze wypowiem się o szkole, tak już po raz ostatni w tym roku szkolnym. 
Otóż jestem na siebie zła. Bardzo zła. Chciałabym w sumie cofnąć się dwa lata wstecz zmienić swoje preferencje dotyczące wyboru klasy w liceum. Nie poszłabym już na humana, ale na coś związanego z matmą. W sumie zawsze lubiłam matematykę, nie wiem w zasadzie dlaczego odwaliłam taki numer i poszłam na humana. A może dlatego, że w gimnazjum miałam straszną matematyczkę, która skutecznie zniechęciła mnie do tego przedmiotu? Być może. Albo powiedzmy sobie szczerze: poszłam na łatwiznę. Dwa lata temu nie miałam pojęcia, co będę chciała robić, human był czymś łatwym i przyjemnym. A ja, przerażona po dwóch latach z przestraszną matematyczką, nawet nie myślałam o pójściu na kierunek z nią związany. No dobra, może ze dwa razy taka myśl przez głowę mi przeleciała, tym bardziej, że podsuwał mi ją tata, ale przecież byłam mądrzejsza i nie. A teraz jestem na siebie okropnie zła. Bo matura poszła mi z tego przedmiotu dobrze... (A poszłaby jeszcze lepiej, gdybym czytała uważniej polecenia... jestem za bardzo roztargniona, wciąż popełniam ten sam błąd, jakim jest nieczytanie tych durnych poleceń, ale nauczyć się w końcu nie mogę!). Przez to jeszcze bardziej boję się przyszłości i tego, że za rok będę musiała dokonać wyboru dotyczącego studiów. Zrobiłam straszny błąd.
Poza tym przegapiłam pierwsze urodziny bloga. No kurczę. Były 2 czerwca. AAAAA! Chyba naprawdę jestem za bardzo roztargniona. Przecież takie coś może zdarzyć się tylko mi... 
Ale okej, jak nie teraz, to za rok. Nie będzie to już tak wyjątkowa data, jak ta teraz, ale nieważne. Może zrobię jakiś konkurs w najbliższym czasie? Może ;)))
Zostawiam Was z jednym kiepskim zdjęciem, ale dalej cierpię na brak weny. I czasu. Ale zaczęłam już nieoficjalnie wakacje, teraz będzie już tylko lepiej... :)
Może mi ktoś polecić jakąś wiśniową szminkę? Pilnie potrzebuję!




model: my dog :D
photographer: me


poniedziałek, 17 czerwca 2013

[56]

Jak człowiek nie ma internetu, to na wszystko znajdzie czas! I nawet mu się zaczyna nudzić, tym bardziej jeśli jest chory i musi siedzieć w domu... (Choroba w czerwcu to katorga! Nie polecam.) Ale nieważne, nieważne, w końcu jestem ;) Przekroczony limit internetu przez mojego brata w sumie wyszedł mi na dobre. Przynajmniej napisałam pracę na historię. Tak btw, teraz możecie pytać się mnie o wszelkie aspekty polityczne, przemawiające za zasadnością powstań w Polsce w XIX w. - od wczoraj jestem ekspertem w tej dziedzinie :D
Dzisiaj też odbyła się moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna. Bardzo była to pseudo-rozmowa kwalifikacyjna, ale jednak. Zatem sierpień też mam już zapełniony. Pracowite będą te wakacje, oj, serio.
Jak do tej pory, matury idą mi nieźle, tym bardziej uwzględniając fakt, iż nie uczyłam się do nich w ogóle. Z polaka 77%, z historii 63%... Ale nie należy chyba chwalić dnia przez zachodem słońca, bo w środę czeka mnie matma. Możecie trzymać kciuki, nie pogniewam się ;)
Piszę bez sensu, oj, naprawdę... Ale przecież nie o tym chciałam. Czasami nie wiadomo, jak zacząć. Tę część możecie tak właściwie pominąć, bo piszę ją w sumie dla siebie. Trzeba czasami poukładać w sobie niektóre fakty i emocje. Otóż jestem zmienna jak pogoda w marcu... Jeszcze dwa tygodnie temu mówiłam zdecydowane "nie", dzisiaj natomiast składam się ku odpowiedzi "tak". Przegapiłam wielką szansę. Nie umiem rozmawiać o uczuciach, a już tym bardziej się do nich przyznawać. Liczę na to, że może jednak los się odwróci, ale teraz jest już chyba za późno. Co prawda, istnieje pewna malutka szansa, którą będzie dzień za niespełna 3 tygodnie, ale czy ktoś, kogo pozbawiło się w zasadzie nadziei, spróbuje raz jeszcze? Ja bym nie próbowała. Jestem przykładem Wertera XXI wieku. Głupia, licząca na cud osóbka. A mimo to mam jednak tę nadzieję... W sumie nie chciałam, żeby to tak się potoczyło. I teraz to zrozumiałam. Za późno - jak zwykle. 
Choroba działa jednak na mnie twórczo. No, przynajmniej tak powiedzmy. Albo przynajmniej ja powiem, a Wy mnie z tego błędu nie będziecie wyprowadzać - tak dla podtrzymania mnie na duchu ;)







model: me
photographer: me