sobota, 20 września 2014

"Czasem o byle cień 
Człowiek ma żal do człowieka, 
A życie jak osioł ucieka."
~Konstanty Ildefons Gałczyński


Podobno kłótnie świadczą o tym, że ludziom bardzo na sobie zależy. Czy to prawda - nie wiem, być może bezużyteczna kłamie. Jednak prawdą jest, że te największe kłótnie pojawiają się najczęściej pomiędzy osobami bliskimi, przed którymi nie mamy oporów, by powiedzieć "nie". A czy naprawdę każda z sytuacji musi być od razu powodem do sprzeczki? 
Kłócimy się za dużo, za mało godzimy, "a życie jak osioł ucieka".
Może warto zapisać sobie ten cytat?

Chyba nie jestem dobra w moralizowaniu.



czwartek, 11 września 2014

"Kiedyś chciałem uciec z mojego małego miasteczka, w którym każdy powodował we mnie emocje... lepsze, gorsze, ale zawsze. W momencie ucieczki do 750-tysięcznej aglomeracji zrozumiałem, że tam jest tylko gorsza obojętność. Wszyscy są obojętni wobec siebie jak muchy, które tylko czasem denerwują się, jak za głośno bzyczą."

Mam nadzieję, że nigdy nie będzie mi dane tego powiedzieć, że w końcu znajdę swoje miejsce i że będę czuła się spełniona. Mam nadzieję. 
Tymczasem jestem już w swoim mieście studenckim. I po pierwszych zajęciach. (Tak, już! :O) Jakie wrażenia? Tragedia... Human wśród mat fizów. Modlę się o to, żeby ktoś był tak miły i wytłumaczył mi te rzeczy, które pierwszy raz widzę na oczy, a które inni mają w małym palcu. Nie sądziłam, że będzie tak ciężko, i to już na pierwszych zajęciach. Mam nadzieję, że tylko początek będzie taki tragiczny...
Trzymajcie kciuki. 
A ja zostawiam Was z kilkoma zdjęciami. Ostatnio lubię bawić się w Photoshopie. Jak efekty? :) Do perfekcji brakuje dużo, ale to praktyka czyni mistrza. Ponoć. :D
Buziaki. 





sobota, 30 sierpnia 2014

Hej ludziska! Tydzień temu wróciłam od Clau i powiem szczerze, że miałam malutki dylemat, co napisać w kolejnym poście. Mam kilka zdjęć, którymi chciałabym się z Wami podzielić, ale też w to lato spełniły się dwa moje największe marzenia muzyczne - usłyszałam na żywo 30 Seconds to Mars oraz Justina Timberlake'a. Od dziecka marzyły mi się ich koncerty, więc teraz nie mogę wręcz uwierzyć w to, że ja tam było, słyszałam ich, słuchałam moich ulubionych piosenek na żywo. Rany, niesamowite! Ponieważ były to najlepsze chwile tego lata oraz jednocześnie spełnienie moich marzeń, stwierdziłam, że może warto jednak napisać kilka słów o tych wydarzeniach. Nawet jeśli kiepsko się to wpasowuje w tematykę bloga. ;)
Z góry przepraszam za zdjęcia. Większość jest niestety z internetu, ponieważ na tereny koncertów nie można wnosić aparatów ze zdejmowanym obiektywem, a tylko taki posiadam. Dlatego zdjęcia, jeśli już moje, to kiepskiej jakości. Mam jednak nadzieję, że chociaż trochę poczujecie klimat tych koncertów.


30 SECONDS TO MARS 
22.06.2014 r., Rybnik






Ich muzyką jestem zafascynowana od dawna, ale mam wrażenie, że od koncertu uwielbiam ich jeszcze bardziej. I sama nie wiem czemu, może to przez tę atmosferę, która notabene była genialna? No i Jared "Dziadu" Leto brzmi jeszcze lepiej na żywo, uwierzcie. ;) 
Do Rybnika wybrałam się z koleżanką dzień wcześniej. Nadal nie wiem, jak udało mi się załatwić pokój, i to tak blisko stadionu, gdzie miał być koncert. To chyba musiał być cud, ponieważ wszystkie hotele były pozajmowane już od stycznia, a ja załatwiłam to w połowie czerwca. Soooo... powinnam to sobie wpisać do CV. Na miejscu poznałyśmy trzy świetne dziewczyny - Ewę, Kaśkę i Weronikę. Z dwoma pierwszymi nadal utrzymuję kontakt, i to nawet dosyć częsty. Co więcej, będziemy studiować w jednym mieście, więc uważam, że te relacje tylko się zacieśnią. (Co w ogóle też wynikło dosyć spontanicznie - być może nawet sami pamiętacie moje dylematy dotyczące studiów, gdzie Poznań w zasadzie nie był w ogóle brany pod uwagę, a w końcu za kilka dni to tam się przeprowadzam.)
Jedyne, co mnie rozczarowało, to fakt, że nie pojawił się Shannon, perkusista. Sorry guy, ale rozczarowałeś mnie. Na szczęście Jared i Tomo sami dali radę i było naprawdę świetnie. Poza tym usłyszałam "Attack" na żywo - moją ukochaną piosenkę Marsów i ukochaną w ogóle. Nieważne, że to było to wykonanie akustyczne i tylko kawałek - najważniejsze, że to usłyszałam. Może kiedyś doczekam się dnia, kiedy Marsie zagrają ten kawałek cały i w takiej wersji, w jakiej go nagrali? Hm, fajnie by było... Ale coś takiego też mi wystarczy. I tak miałam łzy w oczach. Zresztą teraz też mam, kiedy o tym myślę. Najcudowniejszy moment w życiu. I nadal zazdroszczę dziewczynie, której Jared dał buziaka. JAAAAA TEEEEEŻ CHCĘĘĘĘĘ!!! Mogę, panie Leto? 




JUSTIN TIMBERLAKE 
19.08.2014 r., Gdańsk

Och, Justin, Justin... Jak Ty dobrze śpiewasz, tańczysz, recytujesz... IDEAŁ! Ubóstwiam go i podziwiam. Pamiętam, jak jeszcze rok temu mówiłam do koleżanki "Ale byłoby super, gdyby on przyjechał do Polski, ja...", na co ona odpowiedziała "No pewnie, ale wątpię, że przyjedzie". Ale pan Justin chyba posłuchał mnie i przyjechał. Dziękuję, panie Justin!
Do Gdańska przyjechałam już dwa dni wcześniej do Clau. Spędziłyśmy razem super cztery dni i aż smutno było mi odjeżdżać. No i... chyba trochę zaraziła mnie You Tubem. :D A dokładniej oglądaniem vlogów. Polecam wszystkim. ;) Mam nadzieję, że Clau wpadnie do mnie niedługo i to mnie będzie dane ją gościć. Pozdrawiam Cię z tego miejsca mooocno! :*
A co do samego koncertu... To cóż, na pewno już nigdy nie pójdę na trybuny, gdzie - powiedzmy sobie szczerze - niewiele widać. Poza tym nie ma tego koncertowego klimatu. Teraz tylko płyta. Albo goldeny, ale to trochę za droga inwestycja. *crying* Mimo wszystko jednak koncert był niesamowity. Oczywiście największe ciarki miałam, gdy śpiewał moją ulubioną piosenkę - "Cry me a river". JT dał niesamowity pokaz swoich umiejętności. I przy okazji okazało się, że on także na żywo brzmi jeszcze lepiej niż na płycie. No i w dodatku jego taniec... AAAAACH! I zazdroszczę pewnej pani, która miała plakat z napisem "It's my brithday", a JT zaśpiewał jej "Happy birthday". Nie rozumiem tylko tego, że babkę w ogóle to nie obeszło i stała niewzruszona. Powinnaś płakać ze szczęścia, laska! Ja bym płakała.
A następnego dnia trzeba było wyjeżdżać. W Gdańsku spotkałam się jeszcze raz z Lilią, z którą świetnie spędziłam dwie godzinki. I znów nie mogłyśmy się nagadać. Dlaczego musimy mieszkać tak daleko od siebie?!



Podsumowując, żałuję, że koncerty są takie krótkie i trwają ok. 2 godziny. Ale nie żałuję żadnej wydanej na to złotówki, ponieważ tak wspaniałych wspomnień nikt mi nie zabierze. Było cudownie i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy panie Leto (x2), Miličević i Timberlake. Do zobaczenia!

Mam także nadzieję, że Clau i Lilia wpadną wkrótce do mnie, a z dziewczynami z koncertu Marsów nigdy nie stracę kontaktu. 

Cudowne chwile przeżyłam także na wakacjach z rodziną i one też zaliczają się do najpiękniejszych chwil tego lata, jednak dokładniejszą relację tego wyjazdu zrobiłam już tutaj. (A w tej i tej notce zamieściłam zdjęcia z wyjazdu.)

Tak, to były najlepsze chwile tego lata. :) 

A teraz idę trochę odpocząć po pracy. I mam nadzieję, że wkrótce pojadę na kolejny świetny koncert. :)